Blog
W stronę wolności
Jarosław Lipszyc
Jarosław Lipszyc obserwator społeczeństwa informacyjnego w czasach zarazy
0 obserwujących 71 notek 85024 odsłony
Jarosław Lipszyc, 11 kwietnia 2008 r.

Księgarnie - czarno to widzę

Wszedłem do jaskini lwa, i udzieliłem mega wywiadu, który zajął lwią część najnowszego numeru pisma Biblioteka Analiz. BA jest pismem z kategorii "niskonakładowy periodyk opiniotwórczy" - traktuje o rynku książki i jest pilnie czytane przez wydawców, więc odbiorców mam poważnych. Wywiad pisał Łukasz Gołębiewski, skądinąd jedna z najbarwniejszych postaci rynku książki.


Rozmowa z Jarosławem Lipszycem, prezesem Fundacji Nowoczesna Polska

Fundacja Nowoczesna Polska prowadzi dwa projekty, polegające na bezpłatnym udostępnianiu treści – Wolne Lektury i Wolne Podręczniki. Czy jesteście konkurencją dla wydawców?

– A czy biblioteki są konkurencją dla wydawców? Idea polega na udostępnianiu dzieł klasyki, należących do domeny publicznej, wraz z komentarzami, oraz podręczników szkolnych pisanych przez samych nauczycieli i udostępnianych na zasadach wolnej licencji, bezpłatnie. Chcielibyśmy, by nasze podręczniki były najlepsze w Polsce i powszechnie używane. Używane na wszystkie możliwe, innowacyjne sposoby. Ale wiem też, że będą jednymi z wielu na rynku. Chciałbym, żeby w przyszłości sektor edukacyjny zmierzał w kierunku otwartych licencji i takim zmianom modeli biznesowych, by uczeń lub nauczyciel, mógł dostęp do dzieła uzyskać za darmo i z pełnią praw do jego wykorzystania, bo od tego zależy dobro edukacji. Edukacja jest istotna w budowaniu rzeczy w czasach społeczeństwa informacyjnego najcenniejszej - kapitału ludzkiego. Im mniej barier w dostępie do edukacji, tym lepiej. Bo to moralne i słuszne, ale też i praktyczne, kapitał ludzki wpływa na kondycję gospodarki. Jeżeli dostęp do materiałów edukacyjnych może kosztować zero złotych, to powinien kosztować zero złotych.

A prawa do tych materiałów?

Po pierwsze mnóstwo materiałów edukacyjnych jest finansowanych z funduszy publicznych, i one powinne być udostępnianie w sposób wolny. Po drugie zaś coraz więcej osób chce działać na rzecz kultury powszechnie dostępnej, przyświeca im idea wymiany treści i wspólnego zaangażowania w proces tworzenia. To piękna idea, nie widzę powodu by jej nie wspierać.

Przykład zapoczątkowanego w 1971 roku Projektu Gutenberga, gdzie przez 37 lat udało się – siłami wolontariatu – zdigitalizować zaledwie 20 tysięcy pozycji, kiedy Google digitalizuje więcej książek w ciągu roku, pokazuje, że nawet najbardziej szlachetny społeczny zryw jest mało efektywny.

– Wolna kultura to nie są wyłącznie odolne, ainstytucjonalne ruchy. To także szereg instytucji, których misją jest edukacja, upowszechnianie wiedzy i kultury – uniwersytety, szkoły, biblioteki, organizacje pozarządowe. Czasami sprawdzają się jedne modele współpracy i technologie, czasami inne. Twórcy Gutenberg Project zastosowali najmniej efektywną technologię digitalizacji, jaką jest przepisywanie książek. Google, ale i współczesne biblioteki, skanuje zbiory za pomocą zaawansowanych narzędzi, a trzeba też pamiętać, że nie działają w pojedynkę – współpracują z wydawcami i bibliotekami uniwersyteckimi.

A jak digitalizowane są zasoby projektu Wolne Lektury?

– My tego w ogóle nie robimy, korzystamy ze współpracy z Biblioteką Narodową i jej cyfrową biblioteką Polona. My dodajemy nowe treści – przypisy, komentarze, oznaczamy poprzez system inteligentnych tagów teksty, tak by ułatwiać wyszukiwania określonych fraz, tworzymy połączenia hiperlinkowe i zamieniamy tekst na symantyczny język XML, który umożliwia szybki skład tekstu. Uwspółcześniamy też pisownię. Robimy to także z myślą o wydawcach, z naszych zasobów bezpłatnie może każdy skorzystać. Robimy to w oparciu o wolne oprogramowanie, idea tego działania zakłada, że nie ma żadnych ograniczeń w korzystaniu z treści.

Mówisz, że współpracujecie z biblioteką Polona, której zbiory to obecnie około 30 tysięcy pozycji. Amazon ma około 90 tysięcy cyfrowych książek w ofercie, choć nie korzysta ze środków publicznych. Poprzedniczka Polony, Polska Bibliotek Internetowa, kosztowała podatnika 3,5 mln zł... i można powiedzieć, że pieniądze te zmarnowano.

– Myślę, że Polska Biblioteka Internetowa, kiedy startowała w 2002 roku, była dobrym pomysłem, i miała szansę odegrania ważnej roli w udostępnianiu książek w formacie cyfrowym. Niestety, popełniono błędy – o PBI walczyły rozmaite resorty, a jej zasoby nie były rozwijane, zastosowane rozwiązania dziś wydają się archaiczne i nie spełniają oczekiwań użytkowników. Nie mogę zresztą odpowiadać za działalność innych. Nasz budżet, który w całości pochodzi z darowizn sponsorów, w ubiegłym roku zamknął się kwotą 200 tys. zł z hakiem. Warto zwrócić uwagę na te inicjatywy, które odniosły sukces – na przykład Federacja Bibliotek Cyfrowych udostępnia 126 tysięcy pozycji w różnych akademickich bibliotekach cyfrowych ze wspólną wyszukiwarką zasobów. Tworzące feredację instytucje uzupełniają się wprowadzanymi zbiorami, współpracują przy poszerzaniu baz, a jednocześnie przy utrwalaniu w formie cyfrowej starodruków.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jarosław Lipszyc - redaktor i publicysta związany z Krytyką Polityczną członek zarządu Internet Society Poland, koordynator projektu Wolne Podręczniki. Creative Commons License
Utwory zamieszczone na tej stronie są dostępne na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 Poland License. web stats Mnemotechniki - poezja wikipedystyczna "Mnemotechniki" na Wikiźródłach
Jamendo : Free music
Nagrania archiwalne zespołu Usta. Uwaga: komentarze nie na temat i/lub obraźliwe usuwam. To jedyna zasada moderacyjna, ale stosuję ją konsekwentnie.

Ostatnie notki

Tagi

Tematy w dziale