1 kwietnia rząd przyjął propozycje zmian w prawie karnym zawierające - jak donosi Vagla - dwa potencjalnie niebezpieczne zapisy. Pierwszy dotyczy rozszerzenia definicji pornografii o wygenerowane komputerowo realistyczne wizerunki „wirtualnych” osób. Innymi słowy - po prostu grafik, bo teraz graficy pracują na komputerach.

UPDATE: Pomimo daty 1 kwietnia propozycja rządu nie jest żartem prima aprilisowym, co potwierdziłem dzwoniąc do kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Tekst wisi na stronie KPRM.

Zwracam uwagę na fakt, że pornografia pornografii nierówna. Są takie rodzaje pornografii, których nie wolno posiadać na swoim twardym dysku. Posiadanie pornografii dziecięcej lub z udziałem zwierząt zagrożone jest - o ile dobrze pamiętam - karą więzienia do lat 8.

Dotychczasowe przepisy sa zrozumiałe, bo służą ochronie osób i stworzeń, które nie mogą samodzielnie podejmować świadomych decyzji. Surowe kary są całkowicie zrozumiałe, bo dziecko czy zwierzę w kontakcie z dorosłym człowiekiem jest słabe, nie ma możliwości obrony, i po prostu wymaga ochrony. Rozumiem też, że penalizacja posiadania pornografii dziecięcej czy ze zwierzętami służy ograniczeniu rynku na te patologiczne zjawiska.

To jest zrozumiałe, bo dotychczasowa definicja pornografii zakłada, że są to zdjęcia bądź nagrania prawdziwych osób. Ale po roszerzeniu definicji pornografii cała ta logika się rozsypie.

Pytanie, czy po rozszerzeniu zapisów nielegalne staną się np. rysunki dzieci w sytuacjach zawierających pewien ładunek erotyczny? Ile klasycznych dzieł artystycznych zacznie podpadać pod definicję wygenerowanych komputerowo realistycznych wizerunków „wirtualnych” osób, kiedy zostanie zamienionych na formę cyfrową? Jaki wpływ może to mieć na swobodę twórczą grafików, z których dziś już większość korzysta przede wszystkim z narzędzi komputerowych? Kto będzie oceniać, czy dany rysunek lub grafika - powstała bez udziału modeli czy aktorów - jest pornografią?

Jaki jest prawdziwy cel rozszerzenia tych zapisów? W końcu nikt poza autorem w procesie tworzenia grafiki nie uczestniczy.

Kogo wiec rząd chce chronić tymi zapisami - dzieci przed
wykorzystywaniem, czy może raczej obywateli przed dostępem do treści? Obawiam się, że to drugie.

Na pewno zostanie przywołana trudność w rozróżnieniu zaawansowanej grafiki komputerowej od zapisu sytuacji rzeczywistych, ale moim zdaniem wygoda organów ścigania nie może być przesłanką do ograniczania obywatelskich swobód. A wam jak się wydaje?